Globalizacja Ziemi nieunikniona?

0

Tematyka eksplozji demograficznej to nie tylko kwestia dotykająca nasz instynkt, sięgająca głębi istnienia, ale również kwestia tego, co rodzaj ludzki pozostawi po sobie.

Spuścizna materialna czy też kulturowa, jak również chęć dominacji nad jednostką bądź grupami, to jedna z cech charakteryzujących nieustępliwość oraz wolę walki o przetrwanie.

Zacznijmy od statystyk. Pozwolą one na zbudowanie bardziej namacalnego wyobrażenia o naszej obecności na ziemi. Według danych ONZ, w 2015 roku liczba mieszkańców całego globu osiągnęła 7,3 mld, w 2050 r. liczba ta sięgnie 9,7 mld, natomiast na 2100 statystyki przewidują 11,2 mld.

Każda nowa prognoza daje liczby z tendencją rosnącą. W latach 70-tych ubiegłego wieku liczba mieszkań ców wynosiła zaledwie połowę aktualnego stanu, podczas gdy na przestrzeni samego XX wieku nasza obecność na ziemskim globie potroiła się.

Pośród krajów najbardziej zaludnionych należy zdecydowanie wymienić Nigerię, a w Azji – Bangladesz, Chiny, Indie, Indonezję oraz Pakistan; na pozostałych kontynentach – Brazylię i Meksyk, oraz USA i oczywiście Rosję. Co jednak sprawia, że liczba ludności na kuli ziemskiej nieustannie wzrasta w krajach słabo rozwiniętych lub rozwijających się? I jaką pozycję pod względem statystycznym zajmują choćby kraje europejskie?

Płodność na niskim poziomie

Od początku XXI w. liczba spermatozoidów u mężczyzn w krajach wysoko rozwiniętych uległa zmniejszeniu z uwagi na zwiększone zanieczyszczenie środowiska. Ma to wpływ na funkcjonowanie układu endokrynologicznego w takim samym stopniu jak zanieczyszczenie elektromagnetyczne itp. We Francji współczynnik par dotkniętych bezpłodnością zwiększyła się na przestrzeni 20 lat i z 14% bezpłodnych par w 1991 roku, odsetek skoczył do 24% w 2012 roku. Dodatkowo pomiędzy 1989 r. a 2005 r. Francuzi w wieku 35 lat posiadają mniejszą ilość spermy lub z wadami genetycznymi. W skali globalnej jej jakość pogorszy się o 50%, czemu będzie również towarzyszyć zmniejszenie jej ilości.

Współczynnik płodności osiągnął szczyt w 1963 roku i choć od tamtej pory miały miejsce wahania, a nawet spadek, to i tak rodzaju ludzkiego przybywa o 98 milionów rocznie. Kolejnym interesującym aspektem jest niedożywienie ludności. Choć jego współczynnik maleje, to aż 795 mln ludzi na całym świecie cierpi z powodu konsekwencji niedoborów w żywieniu, a z czego aż 780 mln w krajach rozwijających się. Właśnie w tych regionach 37% dzieci poniżej 5 roku życia cierpi na niedożywienie. W 2016 r. liczba ta przekroczyła miliard.

Degradacja środowiska oraz odżywianie to nie jedyny problem w zapewnianiu naszemu organizmowi optymalnych warunków do reprodukcji. Kolejne wyzwanie związane jest z zasobami i dostępem do akwenów wodnych. Aż 900 mln mieszkańców na obszarze naszego globu, nie posiada dostępu do wód pitnych. Każdego roku aż 3,2 mln ludzi umiera z powodu odwodnienia. Tutaj jednak problem związany jest z szeroko pojętą infrastrukturą danego kraju. Na kontynencie afrykańskim istnieje wiele organizacji pozarządowych i nie tylko, które wprowadzają ulepszenia, pozwalające na pozyskiwanie zasobów wód pitnych na użytek ludności. Problemem jest bowiem brak środków umożliwiających poskramianie sił natury w
Afryce, w tym m.in. wody, na korzyść ludności migracyjnej oraz ogólnie pojętej gospodarki.

Umiejętne poskromienie zasobów akwenów wodnych jest kluczem do umiejętnego oraz efektywnego wykorzystania surowca, który stanowi podwalinę życia na ziemi. Biorąc pod uwagę Azję i Amazonię, to te dwa obszary dysponują aż 30% procentami wody na świecie, z której korzysta 60% ludności. Choć odsetek ten mówi sam za siebie, to druga strona monety, tj. wpływ człowieka na środowisko, wprawia w duży niepokój. Aż 75% wód powierzchniowych oraz 57% podpowierzchniowych jest zanieczyszczonych przez pestycydy, a wody głębinowe mają ograniczoną zdolność regeneracji.

Już w 2025 roku zapotrzebowanie na wodę wzrośnie o 56%.

Przyszłość

Aby wyżywić 9 mld mieszkań ców naszej planety, należy wdrożyć zmiany radykalne. Według niektórych naukowców, konieczne będzie podjęcie współpracy międzynarodowej oraz wszystkich jednostek gospodarczych – rolników, przemysłowców, aktywistów, polityków itp. – aby udało się osiągnąć zamierzone cele długoterminowe. To nie wszystko. Ziemia to wyjątkowo fascynująca planeta. Należy pomyśleć również o równomiernym gospodarowaniu zasobami. Bogactwo to jest w dużym stopniu zarządzanie przez jednostki prywatne, skupione na eksploatacji niż konserwacji.

Skala makro, jak na przykładzie przemysłu wydobywczego, to nie jedyny element niszczący Ziemię. W równym stopniu przyczynia się do tego konsumpcja indywidualna oraz potrzeby mieszkaniowe. Produkcja kawy, kakao czy też konieczność pozyskiwania zasobów drzewnych, sprawia, że zagrożony staje się jeden gatunek zwierząt na trzy w eksportujących surowce krajach nierozwiniętych. W 2016 r. nasza planeta liczyła sobie 37 megalopolii powyżej 10 mln mieszkań ców. Aktualnie istnieje wiele, które są zamieszkiwane przez ok. 20 mln, w tym Tokio.

Według organizacji pozarządowych, w chwili obecnej, zajmujące ok. 2% powierzchni planety megalopolie, pochłaniają ¾ energii produkowanej na Ziemi. I po raz pierwszy w historii na globie znajduje się przewaga mieszkań ców miast niż wsi. Smutnym faktem jest to, że aż miliard zamieszkuje slumsy. Daleko zatem do świetlanej przyszłości ludzkości. Co więcej, idea dzielenia się posiadanymi zasobami staje się co raz bardziej odległą wizją.

Znaczący obszar ziemi leży w prywatnych rękach. Ponad 200 mln hektarów znajduje się pod kontrolą przedsiębiorstw, rządów, elit, spekulantów oraz organizacji rządowych takich jak np. Międzynarodowy Fundusz Monetarny oraz inne konsorcja. Stąd też obszary te są poddawane wysiedleniu mieszkań ców oraz degradacji ekosystemów. Niektórzy teoretycy idą jeszcze dalej, argumentując pojawianie się dyktatur, których początek często wiąże się z niepohamowanym apetytem na pozyskiwanie zasobów naturalnych w celach zysku i finansowania działalności antyrządowej i paramilitarnej.

Co dalej?

Wzrost to tendencja, której nie sposób pohamować. Przedsiębiorstwa na całym świecie pozyskują co raz to nowe zasoby naturalne, które następnie poddawane są procesom przetwórczym. Konsumpcja w skali makro i mikro nieustannie rośnie. Aby dokonać znaczących zmian, konieczna jest większa liczebność członków takich organizacji jak Greenpeace oraz zwykłego aktywizmu społeczeństwa. Jak w Europie np. zmienić tendencję starzenia się społeczeństwa i pozytywnie wpłynąć na zaangażowanie się młodego pokolenia?

Ciekawym przykładem są Chiny. W październiku ubiegłego roku rząd chiński ogłosił koniec polityki jednego dziecka. Dlaczego? Po pierwsze, na niekorzyść państwa działa współczynnik liczebności kobiet i mężczyzn. Obecnie panów jest zdecydowanie więcej. Dzięki temu kraj będzie mógł cieszyć się wzrostem ludności o 3 mln rocznie. Więcej rąk do pracy, zwiększona konsumpcja, co pozwala na ekspansję rynkową poza kontynentem azjatyckim.

Krytycy jednak nieubłaganie apelują, że przy takiej eksplozji liczebności ludności w jednym z najliczniejszych krajów na świecie, czeka nas nieuchronna katastrofa.

Monika Nowicka

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru Magazynu Square.pl. W wersji online znajdziesz go TUTAJ