Folkowo, nie znaczy ludowo

0

Mam nadzieję, że zabawa sylwestrowa była huczna i godnie przywitaliście Nowy Rok. Mam również nadzieję, że czujecie niedosyt. No bo czymże jest jedna noc?

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby szampański nastrój powrócił. I jest ku temu okazja, trochę nietypowa, jak sądzę. Zapraszam do Glasgow na dwutygodniową muzyczną ucztę. A dlaczego nietypową? A dlatego, że bawić się będziemy przy muzyce folkowej podczas Celtic Connections.

Przyznam szczerze, że folk kojarzył mi się kiedyś w prostej linii z muzyką ludową, z przyśpiewkami z przytupem, z gwarą i raczej prostą melodią. Moje proste, czy też raczej prostackie skojarzenia z rzeczywistością niewiele mają wspólnego. O tym, jak skomplikowany, różnorodny i ciekawy to gatunek przekonać się możecie podczas Celtic Connections właśnie. Ale zanim o samej imprezie, to pozwólcie, że urządzę małą pogawędkę na temat gatunku jako takiego. I tu pierwsza niespodzianka, termin folk jest bardzo szeroki i mało precyzyjny. Jedna z definicji nawiązuje do XIX-wiecznych szkockich ballad, czy legend. Była to twórczość przekazywana w dość prostej formie, w wąskim gronie. Inna definicja obejmuje właściwie każdą formę muzycznej ekspresji spełniającą następujące warunki: folk musi być ściśle związany z jakąś społecznością, nie może być komercyjny, utwory powinny mieć silne historyczne korzenie. Jeśli bym teraz skończył tę analizę, to właściwie mógłbym sobie pogratulować, bo moje wcześniejsze wyobrażenie o gatunku było prawdziwe, bo folk to przecież folklor, czyli muzyka ludowa. Zgadza się, ale na zagadnienie trzeba spojrzeć szerzej. No bo właściwie każda niekomercyjna twórczość wiąże się z jakąś społecznością, subkulturą, często buntuje się przeciwko współczesności sięgając do korzeni. Spełnia więc warunki definicji. A gdy na przykład artysta czerpie garściami z ludowych przekazów, inspiruje się nimi, ubiera tylko swoją twórczość w nowoczesną formę, korzysta ze współczesnych, na przykład elektronicznych instrumentów, to czy można pokusić się o nazwanie go muzykiem folkowym? Wreszcie piosenki śpiewane przy ogniskach, mają przecież często długą historię, nieznanego autora, a osoby je wykonujące utożsamiają się z jakąś społecznością i spotykają się towarzysko, o komercji nie może być mowy. Czy i w tym przypadku mówimy o folku? Wiem, trochę zagmatwałem, może nawet lekko przejaskrawiłem. Ale właśnie taki jest folk: różnorodny, ocierający się o wiele gatunków, niejednoznaczny i przez to ciekawy. Żeby jednak nie spierać się o sam termin, zaczęto używać pokrewnych nazw. Muzyka świata, muzyka etniczna, muzyka korzeni – to inne bardziej pojemne gatunki.

Ale nie ma to jak przekonać się o czymś na własnej skórze, czyli w tym przypadku na własne oczy, a najlepiej uszy. No i Celtic Connections jest najlepszym do tego miejscem. Ponad dwa tysiące artystów, trzysta koncertów, wystaw, warsztatów w dwudziestu salach na terenie Glasgow. Jeżeli zainteresował was temat to od 14 do 31 stycznia nie powinniście się nudzić. Na zachętę dodam jeszcze, że występowali tutaj między innymi: Bob Geldof, Kate Rusby, czy Sinead O’Connor. A wszystko zaczęło się dość niewinnie w 1994 roku w Glasgow Royal Concert Hall. Styczeń to zazwyczaj bardzo spokojny okres, spektakli i koncertów jest jak na lekarstwo. Właściwie nie wiadomo dlaczego. Organizatorzy Celtic Connections postanowili to zmienić organizując wielką folkową fetę. Choć porównując do tegorocznego festiwalu, to była to raczej kameralna impreza. 32 tysiące widzów odwiedziło wtedy Glasgow Royal Concert Hall. Danych na rok 2016 oczywiście jeszcze nie ma, ale dla porównania napiszę, że frekwencja zazwyczaj wynosi dobrze ponad 100 tysięcy osób. Tak więc Celtic Connections nie jest tylko lokalną atrakcją kulturalną, to największy w Wielkiej Brytanii tego typu festiwal. No dobrze, a na co nas zapraszają organizatorzy w tym roku? Koniecznie zajrzyjcie na stronę: http: www.celticconnections.com. Atrakcji jest cała masa. Co ciekawe niektóre z nich są bezpłatne, a zatem chcąc dowiedzieć się czegoś o folku, nie musicie od razu rozstawać się z gotówką. Jeśli jednak liczycie się kosztami, to za 15 funtów możecie posłuchać Flavia Coelho – energetycznej dziewczyny z Brazylii, której twórczość z folklorem w czystej postaci może nie ma zbyt wiele wspólnego, sporo za to reggae, samby, afrykańskich rytmów… Pisałem przecież, że folk to bardzo pojemne zjawisko. Jeśli chcecie spotkać się z muzyką korzeni to wybierzcie się na koncert Toumani Diabate. Ten Afrykański muzyk gra na korze – tradycyjnej 21-strunowej harfie. Z tymże artysta postanowił poeksperymentować i wymyślił, że jego skromny instrument doskonale zabrzmi w towarzystwie okazałej Royal Scottish National Orchestra. Co z tego wyjdzie, przekonajcie się sami. Na zakończenie dodam jeszcze, że organizatorzy przygotowali również sporo atrakcji dodatkowych, towarzyszących niejako festiwalowi, na przykład „Merchant City Trad Trail”, czyli spacer ulicami miasta w poszukiwaniu folkowych korzeni. Dowiecie się, jak Glasgow inspirowało artystów. W programie wizyta w kilku pubach.

Skoro sami twórcy tak wielkiego festiwalu uważają, że folk to bardzo szerokie zjawisko, to może powinniśmy się z nimi zgodzić i zamiast szukać definicji, poszukać inspiracji i przez te dwa, coś mi się zdaje, że jak zwykle deszczowe, styczniowe tygodnie, umilić ponurą codzienność odwiedzając Celtic Connections.