Dzieci polskie muszą zostać po Brexicie

0

Wyobrażam sobie, jak pewnego dnia na piątej stronie poczytnej gazety angielskiej pojawia się duże ogłoszenie ze zdjęciem naszych uśmiechniętych pociech z którejś z polskich szkół sobotnich, a nad nimi wielki napis głoszący: „Mrs May, don’t make them your bargaining chips – these children deserve a secure future!” …
W dosłownym tłumaczeniu oznacza to: “Pani Premier! Nie rόb z nich swoich żetonόw do przetargu – tym dzieciom należy się bezpieczna przyszłość”. Pod tym hasłem przedłożone zostałyby argumenty, dlaczego już teraz winno się dać gwarancję pozostania w Wielkiej Brytanii wszystkim obecnym obywatelom unijnym. Czy stać nasze organizacje na taki wydatek? Myślę, że przy pomocy licznych polskich przedsiębiorstw, chyba tak. A może byśmy mogli tu wystąpić z innymi organizacjami pochodzącymi z krajόw unijnich jak np. Institut Francais czy Goethe Institut. Czy Zjednoczenie Polskie byłoby w stanie to przeprowadzić?
Efekt byłby dramatyczny. Wyobrażam sobie, że tylko przy takiej kombinacji logicznej perswazji i wyrafinowanej emocji będzie można przekonać obecny rząd brytyjski, aby dopełnił przyrzeczenia rzecznikόw kampanii Leave, że wszyscy obywatele unijni będą bezpieczni. Wiadomo, że jest to zgodne z obecną opinią publiczną, gdzie 84% społeczeństwa jest za tym, aby obywatele unijni mogli zostać, w tym 77% tych, ktόrzy głosowali za Leave.
Za taką afirmacją wypowiedziała się też pani Nicola Sturgeon – premier Szkocji. Zgodne jest to też z wynikiem debaty parlamentarnej z dnia 6 lipca, kiedy 245 posłόw głosowało za wnioskiem posła Andy’ego Burnhama, że “rząd JKM zatwierdzi prawo dla unijnych obywateli obecnie żyjących w UK do pozostania”. Wniosek poparł bardzo elokwentnie Boris Johnson, mający już wόwczas ambicję pozostania premierem, a ktόry obecnie został mianowany ministrem spraw zagranicznych. Tylko dwóch posłόw sprzeciwiło się temu wnioskowi, ale przedstawiciel rządu, James Brokenshire, zastępujący όwczesnego ministra spraw wewnętrznych Theresę May, wstrzymał się od głosowania. Tłumaczył się, że chciałby zabezpieczyć prawo Brytyjczykόw w innych krajach europejskich, aby rόwnież mieli gwarancję co do swojej przyszłości i dlatego rząd brytyjski nie może podpisać się przedwcześnie pod taką gwarancją w tym kraju. Wyraził też obawy, że po takim przyrzeczeniu wzrośnie liczba nowo przyjezdnych migrantόw poszukujących pracy.
Co prawda pan Brokenshire nie jest już rzecznikiem od spraw imigracji, a jego przełożona, pani May, jest już premierem, ale ta sama zimnokrwista wyrachowana polityka obowiązuje. Nie ma być żadnych gwarancji bez podobnych gwarancji z innych państw unijnych. Będzie to częścią wielkiej spirali wymagań i ustępstw, ktόre przez następne parę lat staną się głόwnym przedmiotem pracy rządu i jej urzędnikόw, ale ktόre do znudzenia zamęczą brytyjskich wyborcόw. Dlatego uważam, że trzeba kuć żelazo pόki jest gorące, wykorzystać obecną popularność tej sprawy i domagać się gwarancji już teraz od razu dla naszych rodakόw.
Nikt poważny nie kwestionuje, że przetrwanie prawa pobytu obywateli unijnych byłoby samo w sobie pozytywne dla gospodarki Wielkiej Brytanii i sprawiedliwe dla tych, co przyjechali tu legalnie i ostatecznie osiedlili się tu w ostatnich 13 latach, w wielu wypadkach zakładając rodziny. Nawet Nigel Farage z tym się zgadza, a mocno popierają to instytucje gospodarcze jak CBI i Insitute of Directors. Chodzi tylko o to, czy przyznać od razu im prawo czy włączyć kwestię do talii kart potrzebnych przy ostatecznym brydżu negocjacyjnym. Serce każdego Brytyjczyka mόwi, że powinno być im przyznane to prawo, ale tzw. pragmatyzm rządowy ociąga się. Myślę jednak, że nawet w tym swoim pseudo-logicznym rozumowaniu rząd jest w błędzie.
Po pierwsze, wszelki zwiększony najazd (tzw. “surge”) obywateli unijnych po terminie referendum z myślą o uzyskaniu ewentualnego stałego pobytu, zostałby automatycznie ograniczony, gdyby rząd brytyjski teraz ogłosił, że taka gwarancja pobytu dotyczyłaby tylko osoby, ktόre przebywały i pracowałyby tu legalnie w czasie lub przed terminem 23 czerwca br. Odwlekanie takiego oświadczenia utrudniałoby uzgodnienie daty, od ktόrej nie obowiązywałoby takie gwarancje.
Po drugie, w sprawie pobytu wszelkich obywateli unijnych zarόwno w Europie jak i w Anglii, ktόraś strona musi podjąć pierwszy krok. Zerwanie z Unią było decyzją brytyjską, więc Wielka Brytania powinna podjąć pierwszy krok pojednawczy w specyficznej sprawie obywateli unijnych niezależnie od tego, jaki będzie ostateczny wynik negocjacji. Powinni liczyć się z tym, że reakcja negocjatorόw unijnych do pewnego stopnia jest uzależniona od nastrojόw panujących wśrόd decydentόw europejskich. A tu akurat znaki są dobre. W Niemczech wice-kanclerz Sigmar Gabriel wręcz zaofiarował młodym Brytyjczykom obywatelstwo niemiecke gdyby chcieli pozostać, i to nawet bez zrzekania się obywatelstwa brytyjskiego.
W rozmowie z Theresą May prezydent Hollande, na ogόł dość pesymistycznie nastawiony do negocjacji, od razu oświadczył, że sprawa stałego pobytu Brytyjczykόw we Francji powinna być zatwierdzona od ręki na tej samej zasadzie co Francuzόw na Wyspach. A więc ze strony europejskiej nic nie sugeruje, że byłyby samowolnie podjęte kroki do wyrzucenia Brytyjczykόw, chyba że sami Brytyjczycy będą traktować obywateli unijnych jako zakładnikόw.
Poza tym jest i trzeci powόd. Jak wiemy – po decyzji wyjścia z Unii nagle ujawniła się nienawiść do cudzoziemcόw wśrόd pewnych części społeczeństwa brytyjskiego, ktόre dotychczas były zakamuflowane. Znamy już sprawy graffiti na oknach POSK-u i podpalenie przybudόwki domu polskiego w Plymouth. Wiemy, że rόżni Polacy z wyraźnym akcentem zaznają przykrości jeżdząc w autobusach, czy obsługując trudnych klientόw w sklepach. Nie tylko Polacy oczywiście, rόwnież Rumuni czy Włosi. Dotyczy to nawet osόb z ciemniejszą pigmentacją skόry – nawet jeżeli są tu urodzeni i mόwią czystym akcentem tubylcόw.
Sprawcy tych atakόw, często ludzie zakompleksieni, teraz czują się upełnomocnieni przez wynik referendum do wyrażania swoich uprzedzeń wobec cudzoziemcόw i mniejszości narodowych oraz do nawoływania obcych do powrotu do swojego kraju. Oczywiście rząd to potępia. Lecz najefektowniejszym sposobem do wstrzymania takich atakόw byłaby wczesna deklaracja rządu, że osoby przebywające tu legalnie będą miały prawo pozostać. Wtedy groźby prześladowcόw okazałyby się bezpodstawne.
Nigdzie taka interwencja rządowa zapewniająca stały pobyt nie jest bardziej potrzebna jak w szkołach. Do 23 czerwca dzieci polskie i inne pochodzące z krajόw unijnych, czuły się bezpieczne co do swojej przyszłości. Decyzja o Brexicie zachwiała ich światem. Kiedy zostały uświadomione przez rodzicόw, że coś strasznego stało się tej nocy, przyszły do szkoły zrozpaczone i przerażone swoją przyszłością. Nagle odczuwają niechęć ze strony dotychczasowych kolegόw i koleżanek. Nauczyciele boją się poruszyć te sprawy otwarcie w klasie, bo wyszłaby na jaw ta ksenofobia, przed ktόrą polityczna poprawność dotychczas ich chroniła.
Polonijne organizacje powinny na pierwszym miejscu myśleć o naszych dzieciach i zorganizować spotkania informacyjne tak jak organizowali to Francuzi w Institut Francais. Już Hindu Council UK i Muslim Council of Britain w porozumieniu z policją i lokalnym samorządem mieli rozmowy w związku z rasizmem post-Brexitowskim. Na takie zebrania nalega z chęcią pomocy biuro Burmistrza Londynu. Winne być zorganizowane listy do posłόw i prόby spotkania z Home Office.
21 października ma być przedyskutowany prywatny projekt ustawy posła Toma Brake’a domagającego się, aby obecni obywatele unijni w UK mogli tu pozostać na pełnych prawach. Uważam, że Polonia powinna te możliwości ogarnąć i doprowadzić do zebrania funduszy razem z innymi mniejszościami, aby pozwolić sobie na takie ogłoszenie, ktόre musiałoby się ukazać na tydzień przed wnioskiem posła.
Musimy tę sprawę wygrać teraz, bo należy się naszym dzieciom bezpieczna przyszłość.

londynek-logo
Źródło: Londynek.net

Autor: Wiktor Moszczyński