Co z tym seksem?

0

Tak, tak, wiemy. Rozpoczął się kolejny sezon „Gry o tron”. Poza tym zaczęłaś biegać, musisz jutro wstać bardzo wcześnie rano i jeszcze ten ból głowy… Nic dziwnego, że seks jakoś ostatnio schodzi na dalszy plan. 

Ale przypomnij sobie to uczucie euforii na początku waszego związku, gdy po prostu nie mogliście się od siebie oderwać. To było znacznie lepsze niż wiadro lodów czekoladowych lub przebiegnięcie 6 kilometrów. Nie odkryje Ameryki twierdzeniem, że regularny seks przynosi nam korzyści, które trwają znacznie dłużej niż sam akt.

Cudowny lek

Mędrcy tego świata twierdzą, że seks może być znacznie lepszym rozwiązaniem niż jakiekolwiek medykamenty. Hormony wydzielające się podczas seksu pomogą złagodzić prawie każdy ból: od bolących pleców po bolące zęby. Endorfiny wydzielane podczas szczytowania swoją budową przypominają morfinę, dlatego w analogiczny sposób działają na nas jak najlepsza tabletka.
Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Zachodniej Szkocji wykazały, że osoby, które uprawiają seks co najmniej raz na dwa tygodnie, lepiej radzą sobie nie tylko z dolegliwościami ciała, ale i ducha, mowa oczywiście o stresie i jego konsekwencjach.

Zawdzięczamy to endorfinom i oksytocynie, które uwalniane są w trakcie seksu. Te hormony dobrego samopoczucia stymulują ośrodek przyjemności w mózgu i sprawiają, że obniża się poziom hormonów stresu, a brak stresu, to też lepszy sen.
To niesamowite, jak łatwo nam się zasypia po dobrym seksie. Te same endorfiny, które pomagają nam się odstresować, wprawiają ciało i umysł w stan głębokiego relaksu, przygotowując je do snu. Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że szybki, wyczynowy seks dodaje nam mnóstwa energii i urody. Regularne oddawanie się uciechom ciała zwiększa produkcję hormonów – estrogenu i testosteronu, które powstrzymują biologiczne objawy starzenia. Skóra jest lepiej ukrwiona, a co za tym idzie – jędrniejsza i bardziej napięta. Pobudzenie krążenia przeciwdziała pajączkom, żylakom i cellulitowi. Zwiększa się produkcja kolagenu, co skutecznie zapobiega zmarszczkom.
Istnieje też prawidłowość – im więcej zabaw w łóżku, tym mniej zwolnień lekarskich, mniej przeziębień, infekcji, gryp i katarów. Podczas stosunku nadnercza wydzielają kortyzon wspomagający wytwarzanie leukocytów. Ludzie aktywni seksualnie mają wyższy poziom immunoglobulin typu A. To są te przeciwciała, które chronią błony śluzowe przed atakiem drobnoustrojów, nie pozwalając intruzom wniknąć w głąb naszego ciała.

Skoro regularne kochanie się niesie tyle korzyści dla naszego zdrowia i samopoczucia to czemu odchodzi w odstawkę?

Żyjemy przecież w czasach, w których panuje jedno z najbardziej liberalnych podejść do seksu w dziejach ludzkości. Dostęp do nowych technologii, środków antykoncepcyjnych czy portali randkowych stwarza zupełnie nowe możliwości. Jak nigdy dotąd akceptowane są rozwody, homoseksualizm, czy wolne związki – a mimo to uprawiamy seks coraz rzadziej. Czyżby przyczyn należałoby szukać właśnie w tym nagromadzeniu bodźców?

Niedawno amerykańscy badacze opublikowali w piśmie akademickim „Archives of Sexual Behavior” artykuł, z którego wynika, że przeciętny Amerykanin odbywał na początku obecnej dekady rocznie o 9 stosunków mniej niż w późnych latach 90. ubiegłego wieku. Spadek wyniósł 15% – z 62 na rok do 53. Co ciekawe, trend był taki sam niezależnie od płci, rasy, regionu czy wykształcenia. Jedynym odstępstwem był stan cywilny – okazuje się, że największy spadek odnotowano wśród małżeństw.

Inne badania dowodzą, że problem ten nie dotyczy wyłącznie Ameryki czy konkretnych respondentów. W 2013 roku National Survey of Sexual Attitudes and Lifestyles (Natsal) wykazał, że Brytyjczycy między 16. a 44. rokiem życia uprawiają obecnie seks średnio 5 razy w miesiącu. To o 1,3 razy rzadziej niż 13 lat wcześniej.

Podobną tendencję odnotowano w Australii. Najgorzej jednak wypada pod tym względem Japonia. 46% kobiet i 25% mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni nie utrzymuje żadnych kontaktów seksualnych.

Techniczna strona medalu

Zaintrygowani ogólnoświatowym trendem dziennikarze BBC Future postanowili poszukać jego przyczyn. Okazało się, że problem jest złożony.

Pierwszym powodem zjawiska jest powszechny dostęp do technologii, a szczególnie pornografii w internecie oraz mediów społecznościowych. Pornografia jest niebezpieczna głównie ze względu na czynnik uzależniający. Niektórzy psychiatrzy zaczynają nawet mówić o „uzależnieniu od internetowego seksu” jako o chorobie. Dodatkowo niepokojącą funkcją jest tendencja do zastępowania realnego życia seksualnego oraz tworzenia nierzeczywistych wzorców. Zdaniem specjalistów, oglądanie pornografii może prowadzić do „seksualnej anoreksji”, dysfunkcji, a nawet obniżenia liczby zawieranych małżeństw.

Na życie erotyczne mają wpływ także media społecznościowe. Osoby obsesyjnie „przyklejone” do ekranów zwyczajnie nie mają czasu na seks. Wcześniejsze badania wykazały, iż posiadanie telewizora w sypialni skutkuje obniżeniem aktywności seksualnej.

Kolejnym powodem, na jaki wskazują specjaliści, jest praca. Na zarabianiu pieniędzy spędzamy wciąż bardzo dużo czasu – średnio 48 godzin tygodniowo. Jednak to nie tyle ilość, ile jakość życia zawodowego ma tu znaczenie. Stres bowiem uważany jest za największego winowajcę spadku libido.

Wyzwania nowoczesnego życia, w tym te opisane powyżej, wpływają ogólnie na spadek poczucia szczęścia, szczególnie wśród młodych ludzi. Stąd już tylko krok do symptomów depresji i innych uzależnień.

Kasa za dzieci

Zjawisko spadku zainteresowania seksem jest na tyle poważne, że ludzie na całym świecie głowią się nad sposobami rozwiązania tego problemu. W lutym tego roku na przykład, Per-Erik Muskos, radny ze szwedzkiego miasta Overtornea przedstawił pomysł, by 550 lokalnym pracownikom płacić za jedną godzinę tygodniowo, by mogli iść do domu i uprawiać seks. Muskos poparł swoją propozycję opisem korzyści płynących ze współżycia i podkreślił, że „mogłaby to być okazja dla par do spędzania czasu sam na sam”.

W Japonii, gdzie stale spada przyrost naturalny, rodzice otrzymują pieniądze za urodzenie dziecka, a firmy od lat zachęcane są do dawania pracownikom więcej wolnego na prokreację.

Podobnie w Polsce, która od lat zamyka statystyki dzietności (w 2015 roku była na 2. od końca miejscu w UE) wprowadzono program „Rodzina 500+.

Wszystkie te rozwiązania jednak mają działanie wyłącznie doraźne – nie leczą bowiem przyczyny spadku zainteresowania współżyciem – czyli mniejszego poczucia szczęścia. Rządy powinny się zatem raczej zająć tym, co niekorzystnie wpływa na zdrowie psychiczne mieszkańców, jak kryzys mieszkaniowy, zmiany klimatyczne, czy niestabilność materialna – skorzystamy na tym nie tylko w alkowie, ale na każdym poziomie życia.

Na podstawie artykułu BBC Future: „The many reasons why people are having less sex”

ABS