Co twoje dziecko robi w sieci?

0
Blue Glow BY Jim Sneddon (CC BY 2.0)

 

Czas jakiś temu przeprowadzono w Polsce akcję uświadamiania rodziców, pod nazwą „Czy wiesz, gdzie jest Twoje dziecko?”. Miała ona na celu zwrócenie uwagi opiekunom osób nieletnich na to, czy wystarczająco mocno dbają o bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Skupiono się głównie na fizycznym aspekcie, zwracając uwagę na przebywanie dzieci w potencjalnie niebezpiecznych miejscach lub w zagrażającym ich rozwojowi środowisku. Minęło zaledwie kilka lat, a rozwój techniki na chwilę obecną wymusza na nas pytanie: „Czy wiesz, gdzie jest Twoje dziecko w sieci?”.

 

Co roku (według danym statystycznym), z mapy Polski znika jedna duża szkoła. Średnio około 700 dzieci, przy czym uważa się, że dane te są zaniżone, ze względu na strach rodziców przed osądem środowiska, w którym żyją (dotyczy to zwłaszcza wsi i małych miejscowości) i tuszowanie samobójstw. „Nieszczęśliwy wypadek” – tak oficjalnie tłumaczy się śmierć dziecka.

Trwają badania nad wyliczeniem procentowej wielkości samobójstw popełnianych z powodu cyberprzemocy (cyberbullying). Ostrożne dane wskazują, że co piąta nieletnia osoba, która popełniła samobójstwo podjęła taką decyzję z powodu szykan, poniżania, ośmieszania w internecie i mają tendencję zwyżkową w każdym kolejnym roku. Z całą pewnością można powiedzieć, że takie zachowania w sieci nie są nic nieznaczącymi sporadycznymi incydentami. Wręcz przeciwnie, stają się zjawiskiem powszechnym w kręgu współczesnej młodzieży.

Trudno się dziwić, spoko życie młodego pokolenia przeniosło się do świata wirtualnego. Blisko 94 procent nastolatków korzysta z internetu codziennie, z czego co trzeci jest on line praktycznie nieustająco. Oznacza to, że tak naprawdę większość swojego życia spędzają w sieci. Kontakty towarzyskie najczęściej ograniczają się do znajomości z innymi posiadaczami kont na portalach społecznościowych, rozmowy prowadzone są w podobny sposób. Czasem to oczywiście niezwykle pozytywny aspekt, pozwala bowiem utrzymywać znajomości z osobami z wielu odległych miejsc na świecie. Gorzej, gdy zastępuje fizyczne spotkanie z drugą osobą i staje się jedyną pozaszkolną formą „przebywania” z rówieśnikami.

Obecność w sieci w takiej formie jaką możemy obecnie zaobserwować pokazuje, że nastąpiło przeniesienie do świata wirtualnego całego spektrum zachowań. Młodzi ludzie nie dostrzegają różnicy, nie oddzielają rzeczywistości realnej od tej internetowej. Dla nich stanowi to jedną, nierozerwalną całość. Stąd pełen wachlarz zachowań, ponieważ komunikują się pomiędzy sobą tak, jak zwykli to robić w rzeczywistości. Tworzą grupy, skupiają się wokół konkretnych pól zainteresowań, przenoszą swoje „paczki” do sieci. I tak jak w realnym świecie nie wpuszczają, bądź wykluczają z tych wewnętrznych kręgów innych. Tych, którzy z różnych powodów nie pasują.

Do świata wirtualnego przenoszą również zachowania agresywne, przemocowe. Przybierają one różne formy, od wykluczania z grup znajomych, wysyłania wulgarnych, obraźliwych wiadomości, poniżania, obrażania, ośmieszania na forach i w prywatnej korespondencji po szykanowanie i szantaż. Często dochodzi również do włamań na czyjeś konto bądź podszywanie się pod kogoś. Ofiarami cyberprzemocy często tak jak w realnej rzeczywistości stają się osoby nieśmiałe, zamknięte w sobie, wyobcowane, o niskim poczuciu wartości, inne z różnych powodów, jak wygląd, wyznawane poglądy, czy odmienne od danej grupy zachowania, inna orientacja seksualna (bądź jej podejrzenie).

Kolejna forma przemocy w sieci bazuje na tzw. sekstingu. Jest to wysyłanie za pomocą internetu intymnych zdjęć. Powszechnie mówi się, że co w internet wpada, tam już pozostaje. Przesłane nieopatrznie i w zaufaniu intymne zdjęcie niejednokrotnie stało się podstawą do szantażu i niejedną małoletnią osobę doprowadziło do samobójstwa. Każdy z nas z pewnością nie raz czytał lub słyszał o takich przypadkach. Największy problem polega na tym, że nagłaśnianie tego typu zdarzeń nie zmniejsza skali zjawiska. Nasuwa się wniosek, że młodzi ludzie nie potrafią, bądź nie chcą przyjąć do wiadomości, że ich samych może to spotkać.

Jak każde młode pokolenie, to współczesne nie różni się aż tak bardzo od poprzednich. Nastolatki przeżywają swoje frustracje, gniew, rozczarowania, problemy wieku dojrzewania tak, jak wielu ich poprzedników. Różnica polega na tym, że postęp technologiczny ułatwia im rozładowanie tej agresji w sposób anonimowy właśnie w rzeczywistości wirtualnej. Tam czują się bezkarni, bo odnoszą wrażenie, że nie poniosą konsekwencji za swoje zachowania. Jest to złudne poczucie, bo nie jest specjalnie trudne dla odpowiednio wyszkolonych jednostek policji takiego anonima „namierzyć”. Sedno problemu tkwi w tym, że krzywda wyrządzana w ten sposób innej osobie jest mniej „namacalna”. Agresor z sieci nie stoi twarzą w twarz ze swoją ofiarą, nie musi patrzeć jej w oczy, co dodaje odwagi i jest prostsze. Nie trzeba mierzyć się z widokiem osoby obrażanej, ośmieszanej, upokarzanej. W oczach grupy rówieśniczej, która czyta i dopisuje kolejne obelgi łatwo można stać się bohaterem.

Taki schemat działania coraz większą liczbę nastolatków doprowadza do samobójstwa lub podejmowania takich prób. Nawet jeśli nie płacą najwyższej ceny za zachowanie ich rówieśników, to wielu popada w depresję, ciągnącą się latami, dokonuje aktów samookaleczeń, przechodzi załamania nerwowe. Nie wspominając już o poczuciu bezradności, strachu, rozpaczy i negatywnych myślach o samym sobie, jakie odczuwa ofiara cyberprzemocy, która zwykle również nie zdaje sobie sprawy, że działania przeciwko niej skierowane są przestępstwem.

Czy są sposoby, abyśmy my – rodzice, opiekunowie nieletnich mogli uchronić nasze dzieci przed przemocą płynącą ze świata wirtualnego? Co możemy zrobić, by stał się on choć mniej zagrażający dla naszych podopiecznych?

Przede wszystkim należy edukować dzieci od najmłodszych lat. Nie odetniemy ich od szeroko pojętego rozwoju techniki, bo jak wszystko ma on swoje plusy i minusy. Naszym obowiązkiem jest nauczenie umiejętnego i rozsądnego korzystania z tych dobrodziejstw. To my powinniśmy rozmawiać o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą świat wirtualny, uczyć oddzielania go od realnej rzeczywistości, tłumaczyć co to jest cyberprzemoc, zagrożenie pedofilią w sieci. Watro czasem zerknąć, jakie strony odwiedza nasze dziecko, choćby się miało poczucie, że się je inwigiluje. To nie jest bezpieczny świat, więc moim zdaniem „lepiej zapobiegać niż leczyć”.

Przede wszystkim zaś powinniśmy uczyć nasze dzieci, że ich wypowiedzi w internecie pozostaną tam na zawsze, więc byłoby dobrze, żeby nigdy nie musiały się ich wstydzić. Uczmy je szanować innych, nie tylko tych, których widzimy, ale również anonimowych użytkowników internetu. To zwyczajne podstawy dobrego wychowania, które w obydwu tych rzeczywistościach powinny funkcjonować równorzędnie. To etykieta i netykieta. Warto, by dziecko przyswoiło sobie obydwa te pojęcia jak najwcześniej, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, które charakteryzuje niskie poczucie empatii wśród współczesnej młodzieży.

Ważne jest również obserwowanie naszych pociech, uważność i słuchanie ich. Istnieje duża szansa, że w porę zauważymy, jeśli wystąpią problemy z cyberprzemocą, bo dziecko samo swoim zmienionym zachowaniem da nam znać, że coś się złego dzieje. Warto uświadomić nasze potomstwo, że agresja przeciwko nim skierowana, jest takim samym przestępstwem jak przemoc w świecie realnym i osoba, która się jej dopuszcza podlega konkretnym karom. Przede wszystkim zaś nasze dzieci powinny mieć poczucie, że nie są pozostawione same sobie, że mogą na nas liczyć, ufać nam i przyjść po wsparcie ze swoimi problemami do nas, bo może być tak, że na szali waży się ich życie.

Autor: Iza Mikos