BÓG, HONOR, OJCZYZNA !

0

 

W Sierpniu i wrześniu obchodzimy klika ważnych dla naszego kraju rocznic stanowiących pamiątkę po polskiej walce o wolność i niepodległość. To ważne daty, ale jak długo jeszcze będą miały takie szczególne znaczenie dla następnych pokoleń? Otóż tak długo, jak będziemy pamiętać, opowiadać, czcić pamięć tych, którzy walczyli o wolną Polskę.
Wśród tych rocznic, wyróżnia się jedna- data wybuchu Powstania Warszawskiego, a dlaczego jest wyjątkowa? Ponieważ Powstanie mimo że Powstanie upadło duch wolności przetrwał. Po dwóch miesiącach walki Powstańcy skapitulowali. Ci, którzy przeżyli, poszli do niewoli, wielu na śmierć. Zgasła nadzieja wolności wskazująca drogę całemu światu. Ludność wygnano. Rozpoczęła się eksterminacja miasta. Los stolicy Polski miał stać się przestrogą dla całego świata, wymownym świadectwem co do intencji nazizmu.

Niemcy uznawali likwidację Warszawy jako karę za dążenie Powstańców do wolności. Tej wolności, która stała się świadectwem istnienia człowieczeństwa. Okupanci mięli ułatwione zadanie, ponieważ Sowieci zamiast wesprzeć walczącą Warszawę, zatrzymali swoje wojska, tym samym dając Niemcom czas do krwawego rozprawienia się z miastem. Tamta walka, oprócz woli przeciwstawienia się siłą barbarzyństwu niemieckiemu, była także aktem obronnym przed zbliżającym się do stolicy barbarzyństwem sowietyzmu.

W tej niesłychanej nienawiści, jaką naziści i komuniści żywili wobec Powstania, zawiera się jego wielkość. Powstanie upadło, ale wszystko, co w Polakach najcenniejsze, stale odradza się właśnie z niego. Bez Powstania nie byłoby Czerwca`56, Marca`68 i Grudnia`70. To duch Powstania ożywiał serca milionów w Sierpniu`80 i to on – tym razem bezkrwawo- zwyciężył.
Nie gloryfikuję rozkazu do rozpoczęcia walki. Nie jestem wyznawcą przeświadczenia o polskim przeznaczeniu ku straceńczości. Domagam się jednak prawa do uprawiania polityki nawet w sytuacjach krańcowych i upominam o obowiązek stosowania kalkulacji politycznej w działaniach zbiorowych. Żywię jednak podziw i uznanie dla radosnego i zdyscyplinowanego entuzjazmu powstańców, jako najpiękniejszego wybuchu godności ludzkiej podczas najgłębszego upadku człowieczeństwa.
Józef Piłsudski, wielki realista i pragmatyk, pisał o swoim podziwie dla szacunku, jakim darzono Rząd Narodowy w Powstaniu Styczniowym. Nie wiedział, że jego duchowe dzieci dokonają jeszcze większego cudu – wystąpią samotnie przeciw największym potęgom świata i wykażą w tym boju samozaparcie.

Warto podkreśli, że Powstanie Warszawskie nie było czarno-białe. W szeregach Powstania walczyli ludzie o skrajnie różnych poglądach. Różniły ich – i to często diametralnie – preferencje polityczne, wizje odbudowy kraju po wojnie i wyznawane koncepcje państwa. Różnił ich nawet stosunek do samego Powstania.
Wspólna była decyzja o udziale w walce i konsekwencja w wytrwaniu w niej. Wspólna była opaska na ramieniu. Wspólna była wierność przysiędze. Ale dalej była mozaika postaw, poglądów, wzorców kulturowych, religii i stosunków do niej, klas społecznych i majątkowych. Powstańcy byli tak różnorodni jak różnorodne było nawet w najczarniejszej godzinie ich miasto – przedwojenna stolica wielokulturowej Drugiej Rzeczypospolitej. Jednak, mimo tych różnic, w sierpniu i wrześniu 1944 roku do walki stanęli ramie w ramię żołnierze różnych ówczesnych organizacji; AK, NSZ, harcerze, cywile…
Byli wśród nich zarówno ludzie z najbogatszych warszawskich rodzin, jak i ulicznicy z Powiśla czy Starówki. Byli inteligenci i robotnicy. Byli wielcy poeci, jak polegli w Powstaniu Baczyński i Gajcy, i analfabeci. Byli przedwojenni zawodowi żołnierze i młodzi rekruci AK, którzy dopiero 1 sierpnia mieli okazję wziąć broń do ręki. Byli Żydzi i antysemici, zwolennicy Polski etnicznej i ci, którzy kochali jej przedwojenną wielokulturowość.
W dodatku w szeregach Powstania walczyli ludzie z różnych pokoleń. Pomyślmy choćby o gigantycznej w gruncie rzeczy generacyjnej różnicy między ludźmi z pokolenia Kolumbów i młodszymi, a ich o zaledwie kilka lat starszymi niemal-rówieśnikami. Ci pierwsi wchodzili w dorosłość w już wojennej rzeczywistości, nie zdążyli nawet legalnie napić się wódki w rozbawionej przedwojennej Warszawie. Ci drudzy studiowali jeszcze na przedwojennych uczelniach i zdążyli pożyć w całkiem sporym europejskim mieście bez godziny policyjnej. Jak bardzo musieli się różnić ci kształtowani przez doświadczenie wojny i ci, którzy zdążyli dorosnąć w ostatnich chwilach pokoju? A przecież dzieliło ich ledwie kilka lat.

Spójrzmy na lato 1944 roku jeszcze od innej strony. „Powstanie ujawniło, że bohaterami zostawali zwykli ludzie. Ci którzy ginęli na Woli, ukrywali się w piwnicach, nosili walczącym wodę. Dotychczas zbyt mało akcentowało się drugą, uzupełniającą stronę Powstania; kto wie, czy nie ważniejszą, przy całym szacunku dla żołnierzy.
Przypomnijmy, W zaciętych walkach poległo około 20 tys. powstańców i ok. 200 tys. Cywilów ! Większość cywilnych wspomnień z Powstania odnosi się do tragicznej sytuacji aprowizacyjnej Warszawy. Innymi słowy – głodu. Wyżywieniem ludności cywilnej zajmowały się tzw. komendy placu oraz oddziały RGO – Rady Głównej Opiekuńczej, nakazującej organizowanie w mieście kuchni polowych, piekarni i kopanie studni. Z biegiem czasu zapasy żywności stopniały tak bardzo, że organizację zastąpiła improwizacja i czarny rynek…głód stał się powszechny.

Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 r. o godz. 17, (tzw. Godzinie „W” – „Wystąpienie”). Było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie. Miało trwać 2-3 dni, zakończyło się po dwóch miesiącach.
Takie podstawowe informacje na temat przebiegu tego krwawego starcia ma prawie każdy przedstawiciel narodu Polskiego, a przynajmniej powinien posiadać zważywszy na to, że historia tenże naród identyfikuje. W praktyce jednak wygląda to różnie.
Często zastanawiam się, czy obecną młodzież taka wiedza interesuje, czy 14-16 latkowie są w stanie skupić się na czymś więcej niż najnowsze konsole playstation i inne nowinki techniczne?
Mam szczęście być przedstawicielem pokolenia, które mogło usłyszeć o wojnie z pierwszej ręki. Mój dziadek walczył w AK, mnóstwo razy męczyłam go, prosząc, aby opowiadał mi o swoim życiu w tamtym czasie, przetrwaniu. To, co słyszałam było wstrząsające. Trudno wyobrazić sobie wojenną codzienność, to, że zwłoki na ulicach były czymś “normalnym”, a właściwie ludzie przyzwyczajali się do takich widoków, żyli na granicy życia i śmierci, w ciągłym strachu. Dziadek mówił, że trzeba było sobie radzić, kombinować. Nie każdy miał możliwość chwycić za broń, ale wielu z naszych rodaków było tzw bohaterami cywilnymi. Ich orężem był spryt, często umiejętności, które wykorzystywali, aby osłabić niemieckich okupantów. Jak się o tym opowiada, wydaje się to takie proste, ale koszmar wojny i wyzierające zewsząd widmo śmierci towarzyszyło ludziom wszędzie. Narażali życie nawet zwyczajną próbą egzystencji.
Mój dziadek dożył sędziwego wieku i miał piękny, żołnierski pogrzeb, jako uhonorowanie jego walki. Należy pamiętać, pisać i mówić o tamtych czasach i ludziach, przekazywać następnym pokoleniem koleje walki o wolność i niepodległość, bo inaczej te słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna już nie wiele będą znaczyć, kiedy ludzi, którzy pamiętali zabraknie wśród żywych.