Własne „M”- kupować, nie kupować?

0
Houses for sale by Tejvan Pettinger (CC BY 2.0)

Czternaście lat minęło. Już tak długo Polska jest członkiem Unii Europejskiej i właśnie od tylu lat wielu z nas znalazło swoje miejsce do życia na Wyspach.
Pracujemy tutaj, odprowadzamy podatki, napędzamy koniunkturę i oczywiście kupujemy domy. Wielu z tych, którzy mocno już zapuścili korzenie na obczyźnie, ułożyli sobie życie – mogą być nieco skonfundowani obecną sytuacją polityczną związaną z nieszczęsnym Brexitem…, ale o tym w dalszej części.

Jeżeli potraktujemy ten tekst jako wylew wypocin doradczo-refleksyjnych to pozwólcie, że wrócę myślami do początków mojej własnej bytności w UK, a dokładnie w zielonej Szkocji. Śmiem twierdzić, że dla nikogo z nas początki te nie były łatwe, chociaż przyjeżdżaliśmy tutaj pełni nadziei na lepszą przyszłość. Chcieliśmy zostawić za sobą sprawy, które jakże dobrze odzwierciedlały naszą ojczyźnianą rzeczywistość tamtych lat.

Kończąc studia i zaczynając pracę, nasze ideały i wiara zaczęły pryskać jak bańka mydlana. Ci z nas, którzy mieli dobre intencje, aby naprawdę budować lepszą przyszłość w wolnej już przecież Polsce uderzali głową w mur.
Wreszcie, otwarte granice. Przybyliśmy wiec, próbując odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Przyszło nam zetrzeć się z inną kulturowością I mentalnością mieszkańców Wysp, jednak wielu z nas szybko znalazło wspólny jeżyk z ‘tubylcami’ poprawiając swoją sytuację ekonomiczną i standard życia w tym kraju. Poszliśmy krok do przodu, podnosiliśmy swoje kwalifikacje, stawiając na rozwój. Z biegiem czasu staliśmy się tak ważną częścią tego społeczeństwa, że w wielu sferach społeczno-biznesowych zaczęto dostrzegać jak ogromny potencjał w nas tkwi. Oferty banków skierowane do Polonii, pracodawcy szukający polskich pracowników- zachwyceni jakością pracy jaką możemy zaoferować. Zaczęło się pełne układanie tu życia, kupowanie domów. W tej właśnie materii mogę sporo powiedzieć, ponieważ sam jestem zawodowo związany z firmą, która świadczy usługi w zakresie pełnej obsługi zakupu nieruchomości w UK.  Nasz serwis zajmuje się tym kompleksowo; od zaaranżowania kredytu, poprzez przeprowadzenie procesu prawnego, aż po sam odbiór kluczy. Pisząc o moim zawodzie, chce podzielić się z Wami pewną refleksją: a zatem, pracując przy tym projekcie już 11 lat doskonale widziałem, jak się rozwijamy na Wyspach. Z roku na rok mając coraz więcej klientów, dostrzegałem jak coraz lepiej radzimy sobie na emigracji w pełni akceptując fakt, że mamy prawo tutaj być, bo płacimy podatki i wnosimy wiele w gospodarczy rozwój tego kraju.

Po tym nieco przydługim wstępie wróćmy do meritum. Otóż zostałem poproszony o wyrażenie opinii na temat obecnej sytuacji na rynku nieruchomości i sposobów jego finansowania. Chyba wszyscy odczuliśmy kryzys na rynkach finansowych (credit crunch), który dotknął większość krajów Europy zachodniej. Perturbacje z nim związane spowodowały, że banki, które przez wiele lat były w większości nastawione na tzw. „twardą sprzedaż”, szybko zweryfikowały i zaostrzyły kryteria udzielania kredytów hipotecznych. Jednym z najbardziej doskwierających ruchów jakie banki wykonały było wycofanie się ze 100% kredytowania zakupu nieruchomości bez wymaganego wkładu własnego. Całe szczęście znalazła się również i na to alternatywa w postaci programu rządu szkockiego pod nazwą LIFT. To nic innego tylko dofinansowanie do zakupu nieruchomości dla kupujących po raz pierwszy. Przedział dofinansowania jest bardzo duży, minimum to 10% wartości nieruchomości, maksimum to aż 40% jej wartości. W bardzo szybkim tempie program ten zyskał sobie ogromną popularność wśród kupujących.
Śmiem twierdzić, że w pewnym okresie czasu co najmniej 80% tzw. ‘first time buyers’ korzystało z dofinansowania w ramach Lift-u.

O wspomnianym kryzysie możemy już mówić od dawna w czasie przeszłym, co prawda jego skutki będą odczuwalne w pewnym stopniu jeszcze przez wiele lat, aczkolwiek skala zniszczeń nie jest aż tak duża jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Pragnę podkreślić, że wnioski płyną z czysto ludzkiej obserwacji tego jak reaguje rynek, i jaki wystrzelił nam „boom” na zakup przysłowiowego ‘M’

Zmiany jakie wprowadzały i wprowadzają banki, to następny dowód na poprawę sytuacji na rynku nieruchomości. Spora część pożyczkodawców już zredukowała wymagany wkład własny z 10% do 5%.

Co prawda w tym drugim przypadku nie są to tanie kredyty, ponieważ różnica w oprocentowaniach dla kredytów 95LTV a 90LTV (czyli 5% a 10%procentowym wkładem własnym) jest bardzo duża, jednak w dalszym ciągu obciążenie miesięczne z tytułu raty kredytowej bywa niższe niż wysokość czynszu jaki musimy płacić landlordowi. A jak stare przysłowie głosi – lepiej płacić za swoje niż za cudze.

Sama procedura uzyskania kredytu wbrew pozorom nie jest aż tak ciężka jakby mogło się wydawać. Uogólniając; bo oczywiście sytuacja finansowa każdego z nas jest inna i inaczej wpisuje się w ocenę zdolności kredytowej przez bank, a każdy z nich ma trochę inne kryteria. Ale jeżeli mamy stałe miejsce zatrudnienia, pracujemy na umowie na czas nieokreślony co najmniej 3, 6 lub 12 miesięcy u tego samego pracodawcy (okres ten jest uzależniony od w/w kryteriów danego banku), a do tego mamy dobrze zbudowaną historię kredytową w UK (credit score), to śmiało możemy próbować wskoczyć na tzw. „drabinę nieruchomości” i zacząć swoją przygodę z tutejszym rynkiem. Dodam tylko, że osoby samozatrudnione powinny wykazać się rozliczeniami za okres co najmniej 2 lat prowadzenia działalności. Ale wszelkie działania warte są zachodu.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że realny wzrost wartości nieruchomości w UK pomiędzy 1955 a 2007 rokiem, to jest jej trzystu-krotność, to świadczy o trafnej inwestycji.

Dla tych z nas mieszkających w Szkocji, a nie posiadających nawet minimalnego wkładu własnego droga do zakupu nieruchomości też nie jest zamknięta. Wspomniany program LIFT daje możliwość skorzystania z oferty pożyczkodawcy, który w tym programie, w dalszym ciągu nie wymaga wkładu własnego, więc warto próbować.
Liczba Polaków kupujących domy w Szkocji rośnie z roku na rok. Program LIFT cieszy się ogromną popularnością, mówiąc dosadnie- mam co robić w branży.

Oczywiście nic na tym świecie nie jest idealne więc jak to w życiu; zawsze musi pojawić się ta brzydka chmura burzowa na błękitnym niebie. Dla nas tą chmura, z której nie wiadomo co spadnie jest BREXIT.

Nie chce się bawić tutaj w prognostę i analityka, bo nie odważę się na taki ruch.
Jedno mogę powiedzieć na pewno: wynik referendum w żaden sposób nie wstrząsnął rynkiem nieruchomości w Szkocji. Nie wywołał też żadnych gwałtownych ruchów ze strony banku centralnego czy banków komercyjnych. Jak wspomniałem wcześniej- mamy do czynienia z boom’em rynkowym, który tak naprawdę sprowadza się do tego, że wracamy do stanu przed tzw. ‘credit crunch’em’.

Czy w obliczu zbliżającego się Brexit’u w dalszym ciągu warto wiązać swoją przyszłość z tym krajem i kupować tu nieruchomości? Ja osobiście uważam, że tak. Po pierwsze przemawia za tym sytuacja i kształtowanie się rynku.

Po drugie, tak na prawdę nie wiadomo jakie będą konsekwencje Brexitu i czy w ogóle do niego dojdzie w takiej formie jaką chcieliby widzieć jego zwolennicy. Wygląda raczej na ro, że obydwie strony prowadzące negocjacje doskonale zdają sobie sprawę, że chyba źle się stało, i starają się za wszelką cenę wyjść z tej sytuacji z twarzą, minimalizując straty w rachunku.

Tak, czy owak pewnych powiązań ekonomiczno- handlowych, finansowych funkcjonujących w tak dalece posuniętej symbiozie, przez tak wiele lat, nie da się zwyczajnie przeciąć z dnia na dzień, ponieważ skutki takich ruchów mogłyby być katastrofalne w wielu sferach życia.
Darząc do konkluzji. Ja jestem tutaj, w dalszym ciągu inwestuje w swój rozwój w tym kraju i oczywiście mam tutaj nabytą nieruchomość. Żyję normalnie, a sam Brexit w żadnym stopniu mnie nie przeraża.

Moja rada; niezależnie od okoliczności, cytując Młynarskiego…RÓBMY SWOJE!

Do Twojej oceny Czytelniku pozostawiam przydatność tego tekstu. Sam wyciągniesz wniosku z niego płynące.

Sebastian Kedziora