Śmigus-dyngus na Wyspach?

0

„Jeśli wziąłbyś wiadro wody i wylał je na przechodzących ludzi, możesz mi wierzyć, że Wielkanoc spędziłbyś w areszcie” – takiej odpowiedzi udzielił mi znajomy Szkot na propozycję wprowadzenia w UK starosłowiańskiej tradycji dotyczącej wielkanocnego poniedziałku.

Choć Wielkanoc stanowi najważniejszy czas roku liturgicznego we wszystkich krajach chrześcijańskich, to jednak w poszczególnych miejscach globu sposoby na świętowanie znacznie się od siebie różnią. Rzecz niby oczywista, ale jednak niosąca za sobą wiele niedogodności. Chociażby wówczas, gdy przyzwyczajeni do kilkudniowego świętowania Polacy chcieliby cieszyć się dzieleniem wielkanocnego poniedziałku z rodziną, a tymczasem… muszą iść do pracy. Obchodzenie Wielkanocy w Wielkiej Brytanii znacznie różni się od tego, do czego przywykliśmy w Polsce. Na stołach nie znajdziemy pisanek, a raczej czekoladowe jajka i zające. Uboższa jest również cała otoczka świąt… choć i tutaj znajdzie się parę smaczków.

Maundy Thursday

Wielki Czwartek, znany na Wyspach jako Maundy Thursday, rozpoczyna okres Triduum Paschalnego. Dzień upamiętniający ostatnią wieczerzę, podczas której Chrystus po raz ostatni przed śmiercią spotkał się ze swymi uczniami – podobnie jak w Polsce – nie jest dniem wolnym od pracy. W Wielkiej Brytanii organizowana jest wówczas ceremonia Royal Maundy, podczas której królowa obdarza zasłużonych obywateli białymi i czerwonymi portfelikami ze specjalnie bitymi monetami. Ilość przyznawanych podarunków odpowiada liczbie lat ukończonych przez monarchinię.

Good Friday

Wielki Piątek w UK stanowi dzień wolny od pracy. Dlaczego dzień ukrzyżowania Chrystusa opisuje się tu jako „dobry” (good)? Wyjaśnienie tego paradoksu nie jest sprawą łatwą. Źródła historyczne mówią o tym, że niegdyś dzisiejsze słowo „good” posiadało znacznie więcej znaczeń niż dziś. Miało m.in. stanowić ekwiwalent dla „Holy” (święty). Również średniowieczne przekazy religijne wskazują na wspólną etymologię obu słów. I tak dzisiejsze „good bye” też kojarzyć można z osobą Boga. „God be with ye” było bowiem przed wiekami popularnym pozdrowieniem na Wyspach.

Jak Good Friday spędzają Brytyjczycy? Chrześcijanie spotykają się na specjalnych nabożeństwach w kościołach. Reszta, za wyjątkiem pracowników wybranych branż, sklepów i instytucji publicznych – po prostu cieszy się wolnym dniem. Charakterystycznym zwyczajem dla Good Friday jest wypiekanie (lub częściej – po prostu kupowanie) hot cross buns. Są to lekko słodkie, pachnące przyprawami korzennymi bułki, z dużą ilością koryntek i kandyzowanej skórki pomarańczowej. Wprawdzie w wielu miejscach na Wyspach wypiekane są one przez cały rok, niemniej tradycyjnie przynależą właśnie temu wyjątkowemu czasowi.

Holy Saturday

Wielka Sobota – znana na Wyspach również pod nazwami Great Sabbath i Easter Even – stanowi przygotowanie do świętowania zmartwychwstania Jezusa. Dzień nie jest oficjalnie traktowany jako wolny od pracy. Dla katolików – podobnie jak w Polsce – jest to czas skupienia, przygotowujący do obchodów mającego nadejść zmartwychwstania. Co ciekawe, tradycja zdobienia jajek – choć w nieco innej formie – obecna jest również tutaj. Dzieci uatrakcyjniają je farbkami, naklejkami  i tym, co podsunie im wyobraźnia. Bardzo popularne są czekoladowe jaja wielkanocne, których motywy można znaleźć w tym okresie w wielu miejscach dokoła.

Easter Sunday

Sam dzień świętowania zmartwychwstania Chrystusa także wygląda na Wyspach inaczej. Wierni udają się wprawdzie na specjalne nabożeństwo, ale nie ma znanej w Polsce tradycji uroczystego spożywania wielkanocnego śniadania. Ludzie spotykają się tego dnia w szerszym gronie – przyjaciół i rodziny. Dla wielu to dobra okazja na odświeżenie relacji z dawno niewidzianymi krewnymi.

To, że nie urządza się wystawnego śniadania, nie oznacza jeszcze braku posiłku charakterystycznego dla tego dnia. Na powitanie zmartwychwstałego Chrystusa zjada się gotowane jajka (podobnie jak w Polsce, mające symbolizować odradzające się życie). Na obiad przygotowuje się pieczoną jagnięcinę. Do herbaty z kolei podaje Simnel cake. To tort z owocami przekładany dwiema warstwami marcepana.  Do jego ozdobienia wykorzystuje się jedenaście lub – rzadziej – dwanaście marcepanowych kul. Mają one reprezentować 11 apostołów lub 11 apostołów i Jezusa. Jakby nie było, w każdej z tych interpretacji na simnel cake zawsze brakuje miejsca dla kuli reprezentującej tego, który Chrystusa zdradził – Judasza.

Tradycja związana z wypiekaniem simnel cake zrodziła się w późnej epoce wiktoriańskiej i przetrwała do naszych czasów.

Praca zamiast śmigusa

Wiele spośród tradycji, które wśród Słowian znane są od stuleci, oficjalnie na Wyspy nie dotarło… Oficjalnie – bo przecież trudno znaleźć polski dom w UK, w którym dzieciaki nie ganiałyby za sobą z  butelkami wody. Ze względu na dużą liczbę rodzin wielonarodowościowych, zwyczaje te zdobywają sobie i nowych zwolenników. Jak zwierza się Ewa, której mąż jest Szkotem, bieganie po mieszkaniu i oblewanie się wodą stanowi wielkanocny zwyczaj jej rodziny, od kiedy tylko dzieci nauczyły się chodzić. A cała czwórka ma z tego wielką frajdę!

Być może więc Śmigus-dyngus na Wyspach nie tyle jeszcze nie zaistniał, ile po prostu czeka na swój czas, by przebić się do powszechnej świadomości Brytyjczyków? Wesołego Alleluja i… mokrego dyngusa!

Autor: Krzysztof Mielnik-Kośmiderski