Mecz Polska-Szkocja, remis rzutem na taśmę

0
Martin Midas

Photo. Martin Midas

Wczoraj Polska zremisowała w Glasgow ze Szkocją 2:2 (1:1) w meczu eliminacji piłkarskich mistrzostw Europy 2016. Dwie bramki dla biało-czerwonych zdobył Robert Lewandowski, a dla gospodarzy – Matt Ritchie i Steven Fletcher. 

Trener Adam Nawałka mógł skorzystać w czwartek praktycznie ze wszystkich czołowych piłkarzy. Zdecydował, że w pierwszym składzie wybiegną m.in. Jakub Błaszczykowski, który po wypożyczeniu z Borussii Dortmund do Fiorentiny zaczął grać regularnie w lidze, a także środowy obrońca Michał Pazdan. Na ławce rezerwowych usiadł tym razem Łukasz Szukała.

Biało-czerwoni zdawali sobie sprawę, że już w czwartek mogą wywalczyć awans na Euro 2016. Potrzebowali zwycięstwa nad Szkocją i braku wygranej Irlandii w starciu z Niemcami.

Niestety, w obu przypadkach te optymistyczne plany nie sprawdziły się, choć trzeba przyznać, że bramka strzelona przez Roberta Lewandowskiego już w trzeciej minucie rozgrywek była niemałym zaskoczeniem, ale przede wszystkim fantastycznym początkiem spotkania.

W pierwszej połowie meczu biało-czerwonych nie opuszczał duch walki.

Po strzeleniu gola wciąż ciekawsze akcje konstruowali właśnie Polacy, ale brakowało groźnych okazji. Najbliżej zdobycia bramki był Błaszczykowski – po jego strzale w 29 minucie piłka o włos minęła słupek.

Pod koniec pierwszej połowy Szkoci coraz częściej zbliżali się do pola karnego Polaków. W 45. minucie dopięli swego. Strzał z ponad 20 metrów wykonał Matt Ritchie. Piłka po uderzeniu pomocnika Bournemouth wpadła do bramki.

Druga połowa rozpoczęła się od groźnego strzału Milika (znakomita interwencja bramkarza Szkotów), ale chwilę później po drugiej stronie boiska świetnej okazji nie wykorzystał jeden z liderów reprezentacji Szkocji – Steven Naismith.

Gospodarze prezentowali się coraz lepiej i – w przeciwieństwie do pierwszej połowy – sprawiali wrażenie drużyny kontrolującej przebieg meczu. Efektem była druga bramka, znów po bardzo ładnym strzale. Tym razem trafienie zaliczył Steven Fletcher, który technicznym uderzeniem nie dał szans Łukaszowi Fabiańskiemu.

Polacy nie dawali za wygraną i starali się atakować, ale nie mieli zbyt wielu okazji do sytuacji bramkowej. Największe zagrożenie stwarzał strzałami z dystansu Grzegorz Krychowiak.

Arbiter doliczył do regulaminowego czasu gry cztery minuty i… ostatnia z nich okazała się szczęśliwa dla Polski. Kiedy już większość naszych rodaków straciła nadzieję na inny wynik meczu niż porażka ze Szkocją, po rzucie wolnym wykonywanym przez Kamila Grosickiego (gdy na polu karnym Szkotów był nawet Fabiański) piłka odbiła się od słupka, a pierwszy dobiegł do niej Lewandowski i z bliska wkopał ją do bramki.

Wtedy,20 sekund przed końcem spotkania, na trybunach zawrzało, polscy kibice głośno wyrażali wdzięczność swojej drużynie, i tak to, rzutem na taśmę, biało-czerwoni jeszcze mogą mieć nadzieję na dostanie się do Mistrzostw Europy 2016.

Remis 2:2 oznacza, że Szkoci stracili jakiekolwiek szanse, a Polska w najgorszym razie wystąpi w barażach o awans. Biało-czerwoni wciąż mają jednak spore szanse bezpośredniej kwalifikacji. Wystarczy, że w niedzielę w Warszawie zremisują z Irlandią 0:0 lub 1:1.

Miejmy nadzieje ,że tym razem polska drużyna nie odpuści i zwycięży, wszak to właśnie selekcjoner biało-czerwonych- Adam Nawałka powiedział, że nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika.