Moja droga

0

Mam na imię… (to nie jest ważne jak), ważna jest moja świadomość, że jestem alkoholikiem.
Moja trzeźwa droga rozpoczęła się jeszcze w Polsce ponad 7 lat temu. Dzisiaj mieszkam w Szkocji i obserwując tutaj osoby próbujące trzeźwieć, patrząc z perspektywy własnych doświadczeń cieszę się,że moja przemiana i pierwsze trzeźwe kroki zrobiłem w Polsce, bo co by nie mówić o naszej ojczyźnie, jednak właśnie tam alkoholik ma większe szanse zauważyć swoją chorobę.

Osoba uzależniona, aby w ogóle mogła zacząć myśleć o tym, że alkohol jest problemem w jej życiu, musi doświadczyć negatywnych konsekwencji picia. Potocznie mówi się, że musi dotknąć ”dna”. Dla każdego to ”dno” może być inne. Jeden człowiek przerazi się, kiedy przez picie straci pracę, inny, kiedy straci rodzinę, a jeszcze inny (tego nikomu nie życzę) zauważy problem, kiedy dotrze do niego, że po pijanemu zabił człowieka. Dla mnie ”dnem” była obawa, że nie kontrolując swojego zachowania po pijanemu mogę skrzywdzić własne dzieci.

Bardzo często nasi bliscy nieświadomie fundują nam miękkie lądowanie, np.: tłumacząc pracodawcy naszą nieobecność w pracy, płacąc za nas nasze rachunki, itp. Po prostu zamiatając problem pod dywan. Często dzieje się tak ze wstydu, bo co ludzie powiedzą, lub zwyczajnie na skutek usilnej wiary, że osoba uzależniona z pewnością się zmieni, jeśli tylko będzie odpowiednio wspierana przez bliskich. Nic bardziej mylnego. Takie zachowanie, choć podyktowane troską, jedynie oddala alkoholika od dotknięcia ”dna”. Nie ma konsekwencji, nie ma problemu. Ale trudno jest wytłumaczyć, partnerce/partnerowi, że pomagając robią krzywdę nie tylko osobie uzależnionej, ale i sobie samym, ponieważ choroba alkoholowa to choroba postępująca, i każde kolejne konsekwencje mogą być trudniejsze, albo nawet niemożliwe do zatuszowania.

Na moje szczęście, instytucje w Polsce nie były takie skore do tuszowania moich ”pijackich” wybryków. Kiedy leżałem pijany na ulicy lądowałem na izbie wytrzeźwień, kiedy awanturowałem się lądowałem w areszcie ”na dołku”. A kiedy mijało zamroczenie i dowiadywałem się co nawyprawiałem, oraz co mi za to grozi, moja decyzja o szukaniu pomocy miała szansę szybciej zacząć kiełkować. Dzisiaj wiem, że to uratowało mi życie, ale przede wszystkim uratowało przed jeszcze większymi cierpieniami moich najbliższych.

Kiedy przyjechałem do Szkocji, spotykałem wielu rodaków, którzy na moje oko, mieli problem z alkoholem, i przyznam,że byłem zdziwiony, że żaden z nich nie trafiał na spotkania Anonimowych Alkoholików. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że miękkie lądowanie po upojeniu alkoholowym serwuje osobie uzależnionej każda instytucja. Od policji poczynając, która kiedy natknie się na pijanego, robi wszystko, żeby odtransportować go do domu, np.: miałem przypadek, że policjantka znalazła w telefonie pijanego mój numer i próbowała się dowiedzieć, czy się znamy i czy mogę się nim zająć, bo nie może skontaktować się z jego rodziny. Taka osoba musi przebyć dużo dłuższą drogę, żeby zauważyć swój problem.

Dowiedziałem się również, że lekarze GP oraz tutejsi terapeuci z zaskoczeniem przyjmują fakt, że nasi rodacy, zgłaszając się do nich chcą przestać pić, natomiast tutejsi ”specjaliści” bardziej preferują zmniejszenie ilości wypijanego alkoholu, niż natychmiastowe przerwanie.

Poza tym, nie jest tajemnicą,że Wielka Brytania jest państwem dużo bardziej opiekuńczym niż Polska, jednak o dziwo zasady te dotyczą również osób z problemem alkoholowym. Dowiedziałem się, że niekiedy łatwiej dostać mieszkanie (często z zasiłkiem mieszkaniowym) pijącemu alkoholikowi, niż osobie, która podjęła próbę przerwania picia, lub której ta choroba nie dotknęła. A co jeszcze ciekawsze, osoba uzależniona, jest traktowana jak chora i przysługuje jej pomoc finansowa od państwa. Słyszałem również i takie opinie, że osoby pijące naśmiewają się ze swoich dawnych kompanów, ponieważ ich życie wydaje się bezproblemowe, jedyne wyzwania, które podejmują codziennie to wstać, napić się, czasem coś zjeść i znowu iść spać. Ale nic nie trwa wiecznie i czasem szybciej, a czasem trochę później okazuje się, że postępująca choroba alkoholowa doprowadza delikwenta do więzienia, lub nawet do odesłania go do Polski.

Doskonale wiem, jak podstępny i niebezpieczny jest alkohol, przekonałem się na własnej skórze. Konsekwencje mojego picia nie okazały się tragiczne, choć i tak wystarczająco poważne, żebym wreszcie zauważył problem. I zapewniam,że jeśli osoba uzależniona sama nie zechce zmierzyć się ze swoim nałogiem, nie ma skutecznej metody , by ją do tego zmobilizować.

Wiem, że ”wyspiarskie” podejście do problemu nie zmieni się na mniej delikatne, ale może ktoś czytający ten tekst, a mający w najbliższej rodzinie bądź wśród przyjaciół osobę, której picie już dawno przestało być normalne(towarzyskie), przestanie tuszować jej/jego ”pijackie wybryki” i uwierzy, że im szybciej ją/jego to zaboli, tym szybciej zacznie szukać pomocy i tym samym uratuje swoje życie.

Więcej informacji o Nas, czyli o Wspólnocie Anonimowych Alkoholików na:
www.aa-pik-wielkabrytania.org.pl

Znajdziecie tam adresy naszych mityngów AA na terenie Szkocji.

Anonimowy Alkoholik