Islam – Religia czy Fanatyzm

0

Allah akbar! – Bóg jest wielki! Te słowa wykrzykiwali bojownicy Państwa Islamskiego podczas wielu egzekucji wykonywanych na niewiernych. Te akty terroru nagrywane i z pełną świadomością przekazywane mediom z całego świata miały za zadanie pokazać potęgę i bezwzględność islamskich ekstremistów. Wszystko to w imię religii…ale czy to na pewno wiara , czy tez niebezpieczny fanatyzm?

Różnicą między kultem a prawdziwą religią jest to, że prawdziwa religia stara się wydobyć i kultywować w człowieku to, co najlepsze. Kult czyni odwrotnie, wydobywa z człowieka pierwiastek zła.  Podczas gdy inne religie głoszą, aby wykazywać się dobrą wolą wobec wszystkich ludzi, islam naucza wrogości do wszystkich, którzy nie są muzułmanami. Jezus, w przypowieści o Samarytaninie, naucza swoich wyznawców, aby pomagali każdemu człowiekowi w potrzebie, niezależnie od jego wyznania. Żydzi są zobowiązani do bycia światłem dla wszystkich innych narodów świata. Budda zalecał współczucie dla każdego cierpiącego stworzenia.

Jednak w islamie, muzułmańskie organizacje charytatywne wspomagają wyłącznie do innych muzułmanów.
Fala nienawiści skierowanej przeciw niewiernym zatacza coraz większe kręgi.Czy możemy się obawiać, że wojna religijna państw islamskich przeniesie się do Europy?

Wygląda na to, że takie konflikty już mają miejsce,i można powiedzieć,że dzieje się tak na własne życzenie Europejczyków, bo przecież muzułmanie bardzo często przyjeżdżali na zaproszenie krajów przyjmujących..Europa się boi i prawdopodobnie słusznie, różne źródła podają,że co najmniej kilka tysięcy europejskich muzułmanów przebywa w Syrii i Iraku. Oni tam doświadczają swoistego prania mózgów, ogromnej przemocy, patrzą na nią, potem często się jej dopuszczają. Następnie, część z tych osób wraca do Europy obciążona indoktrynacją radykalnego islamu i traumatycznymi obrazami. Tu koło się zamyka, bo Ci ludzie wracając do Europy, mają jasną misję „eksportu rewolucji islamskiej”, i to każdym kosztem.

W ostatnich miesiącach coraz częściej pojawiają się w naszych mediach niepokojące teksty na temat ekstremizmu islamskiego, szczególnie o niewyobrażalnych okrucieństwach na terenach tzw. Państwa Islamskiego. Ale można też przeczytać komunikaty o protestach w niemieckich miastach przeciwko “rzekomej” (tak wciąż u nas się pisze o tym problemie) groźbie islamizacji Europy. “Któregoś dnia podbijemy Europę. Nie należy pytać, czy to zrobimy, ale kiedy to się stanie. A to jest pewne. Dla nas nie istnieją granice, są tylko linie frontu. Nasza ekspansja będzie trwała bezustannie. Europejczycy muszą wiedzieć, że kiedy przyjdziemy, nie będzie miło. Przyjdziemy z bronią, a ci, którzy nie przejdą na islam, zostaną zabici”. W komentarzach do tych szaleńczych w wymowie słów można było jeszcze przeczytać: “Dżihadysta przyznał, że ścięcia i niewolnictwo nie ustaną, bo są częścią ich religii. Dodał przy tym, że wielu niewolników przeszło na islam i zostało uwolnionych”. “Wyborcza” cytuje jeszcze słowa niemieckiego pisarza i dziennikarza Jürgena Todenhöfera, który spędził kilka dni w Mosulu wśród dżihadystów: “Myślę, że IS jest dużo bardziej niebezpieczne, niż wydaje się zachodnim przywódcom. Oni wierzą w to, o co walczą i przygotowują największą kampanię religijną, jaką widział świat”.

Czy sytuacja, o której informują media, jest poważna, a jeśli taka by była, czy jest pod kontrolą włodarzy Europy? Czy jest tu jeszcze bezpiecznie, czy już należy się bać.? Pesymiści uważają, że rządzący Europą demokratyczni liberałowie polityką poprawności i multikulturowości zainstalowali na własne życzenie we wnętrzu Starego Kontynentu coś na kształt samobójczego konia trojańskiego. Na ten proces nałożyło się permanentne osłabianie ducha Europejczyków poprzez infekowanie umysłów młodych pokoleń prymitywnym ateizmem, materializmem i hedonistycznym podejściem do życia. Pozbawieni przywiązania do wyższych idei Europejczycy powoli stają oko w oko z ludźmi, z których aż kipi nadmiar szaleńczej, obłąkańczej idei. Jakie szanse mamy w tym starciu?

Nauki islamu

W meczetach imamowie zaczęli głosić, że wytępienie chrześcijan to „święty obowiązek„.Wszystko wskazuje na to, że dżihad prowadzony na Bliskim Wschodzie jest zgodny z naukami islamu, a przynajmniej z tą wersją sunnicką, która jest wyznawana przez 90% muzułmanów, natomiast dżihadyści podążają drogą Mahometa. Owa droga to grabież, prześladowanie niewiernych i ich zabijanie. Rezultat tej obranej drogi da się zauważyć coraz bardziej.

Z samej tylko Syrii setki tysięcy chrześcijan było zmuszonych uciekać ze swoich domów, przed prześladowaniami dżihadystów z Państwa Islamskiego do krajów Unii Europejskiej. Czy na terenie Europy rzeczywiście jest tak bezpiecznie?  W wielu mediach czytamy, że jeśli nie pokonamy islamu jako ideologii, zniszczy nas on zarówno kulturowo, jak i fizycznie.

Ale czy przemoc w tej walce jest wskazana? Raczej nie. W dobie istnienia broni atomowej, opcja eksterminacji islamu drogą zbrojną i poprzez wojnę światową – tak jak postąpiono z nazizmem – jest wykluczona. Zresztą nie ma pewności, czy Zachód zdołałby wygrać tego typu wojnę z dzisiejszym islamem, ponieważ muzułmanie już wtopili się w naszą infrastrukturę, rządy oraz wojsko. Być może jedyną opcją, aby wygrać w tych warunkach z islamem, jest dyskredytowanie i rozbrajanie go ideologicznie

Islam w Europie

Istnieją trzy główne czynniki, które sprzyjają rozrostowi islamu w Europie. Imigracja, niezasłużony szacunek opinii publicznej dla islamu jako religii, podczas gdy jest on antyracjonalnym fanatyzmem. Kolejny punkt to tzw. efekt silnego konia – wszystkie specjalne przywileje i udogodnienia, którymi cieszą się muzułmanie w Europie.

Bycie muzułmaninem daje nietykalność, swoisty ‘immunitet’ w politycznie poprawnym społeczeństwie. Takiej osoby nie dotyczą prawa reszty populacji. Muzułmanin może pozwolić sobie na wiele. Wystarczy, że wrzaśnie ‘rasizm!’ lub ‘islamofobia!’ w odpowiednim momencie i odpowiednio głośno.  Jak inne religie, islam obiecuje wyznawcy korzyści płynące z przynależności do niego, mianowicie uniknięcie piekła oraz szansa na życie wieczne w raju.

Jednak Islam oferuje też ziemskie korzyści materialne, na przykład wykluczenie z obowiązujących praw narzuconych przez niewiernych, wyższy status nad każdym niewiernym, oraz daje przyzwolenie na gwałt i plądrowanie mienia niewiernego, który z definicji jest postrzegany jako osoba niższej kategorii.

Niezależnie od tego, czy indywidualny muzułmanin naprawdę wierzy w kult Mahometa, muzułmanie na Zachodzie wykorzystują tak zwaną ‘muzułmańską tożsamość’, jako bardzo użyteczne narzędzie do zapewniania sobie przewagi w imigracji, świadczeniach socjalnych, nacisku politycznego, specjalnego traktowania na rynku mieszkaniowym oraz wykluczenia od normalnych praw obowiązujących pozostałych obywateli.

Zaraźliwa ideologia

Istnieje pewna grupa muzułmanów w krajach Zachodniej: młodzież ‘jihadi cool’. Są oni często dresiarzami, którzy pasożytują na zachodnim społeczeństwie, które ich przyjęło. Nie dotyczą ich nasze zasady moralne. Nie znają pojęcia lojalności wobec swojego kraju ani nie wykazują intencji przyporządkowania się go ‘praw stworzonych przez człowieka’. Znają natomiast pretensje, nadmuchane poczucie ucisku, niezasłużone poczucie, że wszystko im się należy. Na gwałty i okradanie niewiernych nie potrzeba przecież zgody ludzkiej, wystarczy zgoda Allaha. W konsekwencji, Mahomet pozostaje autorytetem, a jego zbrodnie są widziane jako fajny wzór do naśladowania Na nic nie zdadzą się tutaj apele do sumienia czy rozumu, ponieważ ci ludzie uważają, że wiara jest wyższa od rozumu.

Złota zasada etyczna – nie czyń drugiemu co tobie nie miłe – odnosi się tylko do innych muzułmanów i nie dotyczy niewiernych spoza kręgu. Istnieją tutaj dwa odrębne kody etyczne.  Muzułmanie operują w zupełnie innej przestrzeni moralnej niż nasza, w której zło może być dobrem, a dobro złem, zależnie od tego, czy pomaga bądź szkodzi islamowi. Na przykładzie: jeśli dla nas zabójstwo Theo Van Gogha, holenderskiego reżysera filmu krytycznego o islamie jest złem, w umyśle muzułmańskim i według szariatu jest to czyn dobry, ponieważ został popełniony w celu obrony imienia islamu i ukaraniu bluźnierstwa. Nie ma lepszej recepty na dalszy terror muzułmański jak właśnie popieranie ich pretensji i akceptowanie ich poczucia domniemanej krzywdy.

Grupy społeczne, które posiadają więcej członków, lub są widziane jako silniejsze będą bardziej atrakcyjne. W dniu dzisiejszym działa to na korzyść islamu w starciu z innymi religiami, zwłaszcza z chrześcijaństwem. Zagłaskiwanie i usuwanie się z drogi przez niewiernych, przywileje prawne i socjalne, wszystkie te rzeczy składają się na zjawisko, które Osama bin Laden określił jako ‘efekt silnego konia’. Daje to muzułmanom dużą pewność siebie do sięgania po coraz więcej.

W piątek 6 lutego odbyła się debata Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego , podczas której omawiano aspekty ostatnich wydarzeń z udziałem radykalnych islamistów oraz ich wpływ na społeczeństwo, również polskie.

Przewodniczący Rady Wykonawczej SEA, b. szef MON Janusz Onyszkiewicz, otwierając debatę „Polska wobec zagrożeń związanych z radykalizmem islamskim”, postawił pytanie, czy islam ułatwia lub motywuje działania ekstremistów.
Prof. Tomasz Aleksandrowicz z Collegium Civitas podkreślił, że radykalizm, reprezentowany np. przez tzw. Państwo Islamskie to „nasza sprawa nie tylko dlatego, że jesteśmy członkami NATO i UE, ale ponieważ opowiadamy się za prawami człowieka i jesteśmy w strefie Schengen, gdzie w praktyce nie ma granic”.

Autor tekstu: M. K. Stańczyk