Darek Dusza – Kuchnia

0

Każdy czas ma swoich bohaterów. Starożytna Grecja miała swoich herosów, Średniowiecze mężnych uczestników wypraw krzyżowych. W dwudziestym wieku bohaterami zostawały dzieci walczące i ginące na barykadach.

Potem nastali bohaterowie pracy. Pracy socjalistycznej. Wyrabiający dwieście, trzysta i pięćset procent normy. Pamięć o nich jednak zaginęła. Normy zaginęły również. Ba, socjalizm wydaje się coraz bardziej ginąć w mroku historii. Przynajmniej teoretycznie.

Praktycznie mamy nowego bohatera naszych czasów. Herosa na miarę cyfrowego średniowiecza.

Dzielnego męża o przenikliwym spojrzeniu i stanowczym głosie. Chwata o mięśniach, jak ze szwedzkiej stali i dłoniach sprawnych, jak obrabiarka sterowana numerycznie. Herkulesa w białym kitlu i czapce w kształcie pieńka.

Tak, tak mamy nowego bohatera!

Kucharza!

Ewentualnie kucharkę.

Oj, przepraszam, zgrzeszyłem, obraziłem, poniżyłem. Powinienem napisać „Mistrza Kuchni”. Albo „Miszcza Qchni”? Im więcej czasu spędzam w internecie, tym większe kłopoty sprawia mi język polski. Stażyści, którzy opanowali polskie portale nie znają litości. Krzewią analfabetyzm z godnym podziwu uporem i konsekwencją.

Cała Polska (zamiast czytać dzieciom) śledzi różnej maści programy o sztuce gotowania. Od rana do wieczora z ekranów rozbrzmiewają porady kuchennych autorytetów. Od rana do wieczora z ekranów telewizorów atakują nas obrazy jedzenia, zarła, zarełka, wyżerki. Amciu-amciu. Czujecie głód?

Słyszałem, że jedna pani (ze stolicy słoików czy innych garów) tak się zapatrzyła, tak została zahipnotyzowana, ze umarła z głodu przed telewizorem. Nie potrafiła odejść od ekranu! Tak przynajmniej twierdzi jeden z tabloidów.

Moja sąsiadka, gdy jej dzieci wrócą ze szkoły, puszcza im telewizor. „Proszę skarby moje, dziś zobaczcie sobie „perliczkę w palonym maśle z klasycznym puree ziemniaczanym i cytrynowym puddingiem”. Siedzą, oglądają i przegryzają chlebem z kiełbasą typu mom (0,01% mięsa, reszta to mielone kopyta z asfaltem) kupioną w promocji w pobliskim dyskoncie. Czy raczej dyskancie?

Człowiek jest tym, co je? Mięsożerca wieprzem, weganin warzywem? A kim jest człowiek namiętnie oglądający programy o gotowaniu?

Wiem, wiem. Oglądając można się wiele nauczyć, potem błysnąć przed rodziną, znajomymi. Sam lubię dobrze zjeść. Tylko nie lubię przesady. Z przyprawami trzeba uważać, ich nadmiar może zepsuć każde danie.

Nadmiar kucharzy również psuje. W końcu, gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.

Odpowiednie proporcje i składniki to nie tylko podstawa gotowania.

Odpowiednie proporcje i składniki to podstawa udanego życia. Cóż, można spędzić je biernie przed telewizorem. Można inaczej. Na przykład w barze. Można też zastanowić się nad innymi składnikami i innymi proporcjami. Wolny wybór.

Rozumiem, że doszliśmy już do takiego poziomu gnuśności, że jedyną naszą rewolucją może być kuchenna rewolucja. Heja, na barykady z talerzy! Obrzućmy ich granatami! Melonami i cukiniami. Za naszą otyłość i Waszą!

 

Autor tekstu: Darek Dusza